| ARCHIWUM PRASOWE |
| Wojna na torty w Lubomierzu. |
Jakie to uczucie dostać tortem w twarz? Żeby się przekonać, wystarczyło pojechać na weekend na Festiwal Filmów Komediowych do Lubomierza. Rozegrano tam "Słodką Bitwę o Miedzę". Amunicją było prawie sto tortów i bita śmietana w sprayu.
Festiwal organizowany od 11 lat przez Stowarzyszenie Miłośników Filmów Komediowych "Sami swoi" ściąga do Lubomierza tysiące turystów. We wrześniu minie dokładnie 40 lat od premiery "Samych swoich". Niektóre sceny kultowej komedii Sylwestra Chęcińskiego kręcono właśnie w tym dolnośląskim miasteczku. Komedia, mimo upływu lat, wciąż ma rzeszę wiernych widzów. Można ich liczyć w milionach, sądząc po oglądalności, jaką cieszą się powtórki w telewizji.
Miasto umiało wykorzystać promocyjnie sukces filmu. W weekend uliczki spokojnego na co dzień miasteczka wypełnił tłum przyjezdnych. Niektórych przyciągnęła atmosfera festynu, stragany, stoiska z piwem i kiełbaską. Inni przyjechali przez sentyment do jednej z najlepszych polskich komedii.
- Co roku tu przyjeżdżam i za każdym razem nie wierzę, że ten film wciąż się cieszy taką popularnością - mówi Sylwester Chęciński, którego spotkaliśmy przy straganie z miodem. - 40 lat temu na planie trząsłem się ze strachu, że film nie będzie śmieszny i że nie będzie miał powodzenia. Kręcenie komedii to koronkowa robota. Mi się po prostu udało. Miałem szczęście, że trafiłem na taki scenariusz, spotkałem taką ekipę i aktorów. Oni wszystko ze mną wymyślali.
Wielu scen, które dziś nas śmieszą w "Samych swoich", nie było w scenariuszu Andrzeja Mularczyka. Powstawały na planie, jak scena kłótni o jajko, gdy Pawlak i Kargul niszczą koszule i ganki suszące się na płocie. Nie oznacza to jednak wcale, że twórcy bawili się podczas zdjęć. - Jest taki przesąd, że gdy ekipa się śmieje podczas realizacji filmu, to widzowie się nie śmieją. Ekipa wiedziała, że jestem przesądny, więc nikt się nie śmiał na planie.
Słynne powiedzenie Pawlaka „Czyś ty oczadział?” też znalazło się w filmie przypadkiem. Ekipa kręciła wtedy akurat w Dobrzykowicach koło Wrocławia. Na domy Kargula i Pawlaka realizatorzy wynajęli tam zabudowania, których gospodarze, jak bohaterowie filmu, też pochodzili ze wschodu.
- Wiele dialogów powstawało na planie, bo scenariusz pisany był literacką polszczyzną, a bohaterowie zza Buga musieli mówić przecież wschodnim dialektem. Trzy godziny głowiliśmy się kiedyś, jak przerobić zdanie "Czyś ty zdurniał". Aż któryś z miejscowych gospodarzy zaproponował, by zastąpić je "Czyś ty oczadział" i to było to.
Jedną z głównych atrakcji tegorocznej imprezy była sobotnia bitwa na torty. Było jak w klasycznej komedii. Torty latały, a w tle przygrywał taper, który powiesił napis: "Nie rzucać do pianisty". Po kilku sekundach było po wszystkim. 95 tortów wylądowało na uczestnikach i pod stołem. A uczestnicy zabawy, dosłownie i w przenośni, mieli wypieki na twarzy.
- Następnym razem zamówimy straż pożarną, bo gdzie tu się teraz umyć - śmiała się Anna Drużdż, jedna z uczestniczek pojedynku. Tortami obrzucali się mieszkańcy Lubomierza i goście festiwalu. - Cukiernicy obiecali nam dostarczyć amunicję, ale dali tylko pięć tortów, resztę musieliśmy przygotować sami - mówi Justyna Żukowska-Szklarczuk, wycierając twarz z bitej śmietany. - To rozkoszne uczucie dostać tortem. Zwłaszcza, że zemsta też jest słodka.
Magda Nogaj
(źródło: http://www.gazeta.pl)
|
|
| |
|
|
|