| Podniebne bitwy nad Wrocławiem. |
Przez cały weekend nad naszym miastem rozgrywały się powietrzne bitwy z udziałem pilotów z kilku krajów Europy. Samoloty miały jednak niewiele ponad metr długości, a do Wrocławia zawitały na mistrzostwa Europy w "podniebnej walce", czyli dyscyplinie zwanej aircombat.
W turnieju rozgrywanym na Niskich Łąkach wystartowało ponad 60 uczestników z Polski, Czech, Estonii, Ukrainy, Białorusi, Mołdawii i Niemiec. - Aircombat to w modelarstwie wyższy etap wtajemniczenia - mówi Zbigniew Wdowichowski z wrocławskiej eskadry Black Eagles, gospodarza mistrzostw. - Polega na tym, żeby odciąć 12-metrową wstęgę przyczepioną do ogona samolotu przeciwnika, a równocześnie obronić swoją.
Najlepsi zawodnicy potrafią podczas jednej rundy uciąć wstążki trzem, czterem samolotom.
Podczas tegorocznych mistrzostw Europy inscenizowano bitwy z czasów I i II wojny światowej. Modele przypominające prawdziwe samoloty zawodnicy konstruują sami. - Jeden samolot to koszt ok. 200 zł. Do tego trzeba doliczyć silniki, paliwo, sterowniki. Aby zacząć się w to bawić, potrzeba ok. 1000 zł - mówi Wdowichowski.
Renatę Idzik na Niskie Łąki przyprowadził 11-letni syn, pasjonat modelarstwa. - Nie żałuję, że tu przyszłam. Walki są bardzo widowiskowe. Choć wszyscy startujący w tym roku to mężczyźni, myślę, że paniom też mogłoby się spodobać - przyznaje.
Każdy, kto wchodził na pole walki, musiał mieć na głowie kask.
- To jednak raczej bezpieczny sport - mówi Maria Cylińska, która w punkcie medycznym nie miała nic do roboty.
Aircombat to hobby, które przechodzi z pokolenia na pokolenie. 12-letni Nikita Nagnideda przyjechał na mistrzostwa z Ukrainy z tatą i wujkiem: - Następnym razem wystartuję własnym samolotem - zapowiada - podpatrzyłem kilka ciekawych sztuczek u konkurentów. Nie będą mieli ze mną szans.
Magdalena Górnicka
(źródło: http://www.gazeta.pl)
|
|
| |