| ARCHIWUM PRASOWE |
| Transferowe problemy Śląska. |
Piłka nożna. Na tydzień przed inauguracją rozgrywek II ligi sytuacja piłkarskiego Śląska jest nieciekawa. W klubie nie ma pieniędzy na znaczące wzmocnienia i na razie nie wiadomo, czy ktokolwiek z nowych zawodników trafi do zespołu.
Z zespołem trenują bracia Marek i Janusz Gancarczykowie, występujący ostatnio w Górniku Polkowice, ale nie wiadomo, czy zostaną graczami Śląska. Spór o Gancarczyków trwa od kilkunastu dni. Przedstawiciele Górnika nie zgadzają się na przejście tych piłkarzy do Śląska, twierdząc, że mają zdecydowanie lepszą ofertę transferową z Lechii Gdańsk. W Polkowicach zapewniają, że Lechia jest w stanie zapłacić 320 tysięcy złotych za obydwu braci.
- Działacze Górnika blefują. Nie wierzę, że Lechia, która ma problemy z terminowym wypłacaniem pensji swoim piłkarzom i na razie nie dostała licencji na grę w II lidze, nagle gotowa jest zapłacić takie pieniądze za tych zawodników - zastanawia się jeden z przedstawicieli Śląska, proszący o anonimowość.
Śląsk chce tylko zapłacić za Janusza Gancarczyka i daje 40 tysięcy - tyle, za ile Górnik wcześniej kupił go z MKS Oława. Z kolei Marka Gancarczyka wrocławski zespół zamierza przejąć za darmo, twierdząc, że w kontrakcie gracza jest klauzula umożliwiająca jego bezpłatne odejście z Polkowic w przypadku spadku Górnika do niższej klasy rozgrywkowej. A drużyna z Polkowic za udział w aferze barażowej została zdegradowana z II do IV ligi. Obydwaj piłkarze chcą grać w Śląsku.
Działacze Górnika zażądali powrotu obydwu graczy i ci stawili się w Polkowicach, ale tylko na jeden dzień. Później wrócili i zagrali w sparingu Śląska z Motobi Kąty Wrocławskie, ale nadal nie wiadomo, czy będą grali we wrocławskim zespole.
- W czwartek próbowałem skontaktować się z dyrektorem Górnika Michałem Lulkiem, ale nie odbierał telefonu, nie było go też w klubie. Jestem jednak dobrej myśli i uważam, że w końcu dojdziemy do porozumienia - zapewnia Zbigniew Słobodzian, kierownik Śląska.
Śląsk ma problem nie tylko z braćmi Gancarczykami, ale również Vladimirem Capem. Za niego trzeba zapłacić Zagłębiu Lubin 80 tysięcy złotych. Poza tym na razie działacze klubu nie doszli z Capem do porozumienia w kwestii jego zarobków. Wcześniej miał on obiecane, że będzie pobierał 17 tysięcy złotych pensji. Jednak Śląska nie stać na takie pieniądze i zawodnikowi zaproponowano obniżenie zarobków. Piłkarz nie chce się zgodzić i pat trwa. Przypomnijmy, że już wcześniej - w ramach oszczędności - Śląsk zrezygnował z obrońcy Rafała Lasockiego, który nie zgodził się na obniżenie zarobków. Lasocki przeszedł do Wisły Płock. W podobny sposób na obniżenie pensji zareagował inny defensor - Paweł Kaczorowski, który został za to przesunięty do drużyny rezerw.
W klubie testowani są dwaj gracze z niższych lig - z Nysy Zgorzelec oraz Skalnika Gracze, ale trudno się spodziewać, aby byli wzmocnieniem podstawowego składu. O ile w Śląsku zostaną. Innych transferów do Śląska nie będzie, gdyż nie ma pieniędzy.
Na tym nie kończą się kłopoty trenera Ryszarda Tarasiewicza. Wszystko wskazuje, że w pierwszym meczu przeciwko Podbeskidziu Bielsko-Biała raczej nie zagrają pomocnik Sebastian Dudek oraz obrońca Petr Pokorny. Obydwaj są kontuzjowani i z tego powodu wcześniej wrócili do Polski ze zgrupowania we Francji. W pierwszej kolejce nie zagra na pewno Vladimir Cap, o ile zostanie w klubie, który musi pauzować za żółte kartki.
W piątek o godzinie 20 na stadionie przy ul. Sztabowej odbędzie się oficjalna prezentacja drużyny Śląska Wrocław.
Artur Brzozowski
(źródło: http://www.gazeta.pl)
|
|
| |
|
|
|