| ARCHIWUM PRASOWE |
| Turów wygrał we Wrocławiu. Drugi raz. |
BOT Turów Zgorzelec krok od finału Dominet Bank Ekstraligi. Zespół Saso Filipovskiego wygrał po raz drugi we Wrocławiu z Asco-Śląsk. Tym razem jeszcze wyżej, jeszcze pewniej, bo grał koszykówkę mądrzejszą i skuteczniejszą.
Ostatnie dwie minuty meczu - po raz pierwszy od wielu spotkań - wrocławscy kibice oglądali na siedząco. Niektórzy już nawet opuszczali swoje miejsca, nie chcąc czekać do ostatniej syreny. Bo już w 38. minucie wiadomo było, że wrocławianie tego meczu nie wygrają - Turów prowadził 63:48 i mógł spokojnie kontrolować mecz. Fani Turowa za to świętowali w najlepsze. Po meczu chóralnie śpiewali: "Orbita zdobyta". Mieli ogromne powody do triumfu - ich zespół dwukrotnie ograł we Wrocławiu drużynę Andreja Urlepa i jest o krok od historycznego sukcesu, jakim jest awans do finału koszykarskiej ekstraklasy.
O ile piątkowa wygrana ekipy gości była nieco "szczęśliwa", o tyle w niedzielę zespół Saso Filipovskiego zwyciężył pewnie, będąc zespołem zdecydowanie lepszym. Zgorzelecki zespół przede wszystkim grał mądrzej. Widać było w nim myśl taktyczną, a także to, że poszczególne zagrania nie są dziełem przypadku. Zupełnie odwrotnie niż Śląsk. Można było odnieść wrażenie, że wrocławianie grają bez pomysłu albo po prostu każda ich zagrywka była doskonale rozpracowana przez rywali.
Turów przeważał już w pierwszej połowie. W 17. minucie zgorzeleccy koszykarze prowadzili różnicą 12 punktów (33:21). Ekipa Turowa grała równie dobrze i skutecznie niezależnie od tego, czy na boisku przebywał pierwszy skład, czy rezerwowi.
Trener Filipovski nie tylko mógł liczyć na Kelatiego, Drobnjaka czy Rodrigueza, ale kolejny świetny mecz rozegrał superrezerwowy meczów półfinałowych Krzysztof Roszyk, a także bardzo dobrą zmianę dał Łukasz Koszarek. Reprezentacyjny rozgrywający trafiał do kosza w kluczowych momentach gry.
Z kolei zmiany dokonywane przez trenera Urlepa potęgowały jeszcze większy chaos w grze wrocławian. Największym jednak problemem była fatalna skuteczność w ataku. Do przerwy wrocławianie trafili tylko dziewięć razy na 35 prób! - W pierwszej połowie zabrakło nam determinacji i nie pokazaliśmy charakteru - smucił się po meczu Urlep.
Po przerwie wrocławianie na moment wrócili do gry. Po punktach Hughesa (jako jedyny nie zawiódł w Śląsku), Tomczyka i Chanasa gospodarze zbliżyli się na 4 punkty (46:50 w 35. minucie), ale w kolejnych trzech minutach gospodarze zdobyli 2 punkty, a goście aż trzynaście i znów mogli spokojnie kontrolować grę.
- Zrobiliśmy dobrą robotę. Zagraliśmy najlepiej, jak mogliśmy - cieszył się po meczu Filipovski. - Ale to nie koniec rywalizacji - dodawał.
Jego zespół jest jednak w bardzo komfortowej sytuacji. Po czterech spotkaniach prowadzi 3:1, a piąty mecz rozegrany zostanie w Zgorzelcu. Jeśli wygra Turów, awansuje do finału. Z kolei Śląsk jest pod ścianą.
- Na pewno będziemy walczyć do końca, ale jeśli zagramy tak jak w dwóch ostatnich meczach, to odpadniemy - nie ma wątpliwości Tomczyk.
Optymistą był za to spiker zawodów, który po zakończeniu meczu zapraszał kibiców na szóste spotkanie do Wrocławia. Piąty mecz już 5 maja w Zgorzelcu.
ASCO Śląsk Wrocław - BOT Turów Zgorzelec 53:71. Kwarty: 16:21, 8:13, 15:12, 14:25
Śląsk: Hughes 17 (3), Hyży 13 (1), Oliver 5 (1), Stević 2, Stefański 2 oraz Chanas 6, Fon 0, Hamilton 0, Oduok 0
Turów: Kelati 13 (1), Drobnjak 12 (1), Witka 8 (1), Rodriguez 8 (1), Petrović 7 (1) oraz Koszarek 11 (2), Roszyk 10 (2), Ljubotina 2, Williams 0
Stan rywalizacji: 3:1 dla Turowa.
Dariusz Kopeć, Szczepan Radzki
(źródło: http://www.gazeta.pl)
|
|
| |
|
|
|