| ARCHIWUM PRASOWE |
| Koszykarze Turowa zdemolowali ASCO Śląsk. |
Koszykarze Turowa Zgorzelec dosłownie zmiażdżyli, zdeklasowali drużynę ASCO Śląsk Wrocław, wygrywając aż 74:51. Zamiast oczekiwanej walki do ostatnich sekund kibice obserwowali jednostronny pojedynek.
- Zniszczyli nas agresywną obroną - mówił po meczu przygnębniony trener wrocławian Andrej Urlep. Słoweński szkoleniowiec ASCO Śląska Wrocław już dawno nie był tak bezradny. Urlep jest znany z tego, że wyjątkowo żywiołowo przeżywa mecze wrocławskiego zespołu. Zwykle biega obok ławki, pokrzykuje na sędziów oraz własnych graczy. W sobotę tak zachowywał się w zasadzie tylko do przerwy. Od połowy trzeciej kwarty chodził po parkiecie z założonymi rękami, wpatrując się w boisko. Co chwila tylko łapał się za głowę, widząc nieporadność swoich koszykarzy lub reagując na niesamowitą skuteczność zgorzeleckich koszykarzy. Trzecią kwartę BOT Turów rozpoczął od prowadzenia 18:2. Zespół Saso Filipovskiego prowadził w 27. minucie już 54:28 i mógł spokojnie kontrolować przebieg meczu.
Turów w tym fragmencie gry grał fenomenalnie w ataku. Zgorzeleckim koszykarzom wychodziło niemal wszystko. Praktycznie każdy gracz, którego trener Saso Filipovski wpuścił na boisko, odwdzięczał się nie tylko świetną grą w obronie, ale także skutecznością w ataku. W przypadku niektórych zawodników była ona zaskakująca. Za trzy trafiali tacy gracze jak Vjeko Petrović, Dragisa Drobnjak czy Slobodan Ljubotina, którzy dotąd albo rzucali na kiepskim procencie, albo w ogóle nie próbowali szukać punktów z dystansu.
Oczywiście świetnie zagrał Thomas Kelati, który bez problemu ogrywał pilnującego go Mihę Fona. Do przerwy zdobył 16 punktów, cztery razy trafiając z dystansu. Odkryciem meczu był jednak Ljubotina, który w sobotę zagrał kapitalny mecz. Do przerwy zebrał 5 piłek i zablokował aż cztery rzuty. Był zaporą nie do zatrzymania dla wrocławskich graczy.
Drużyna Andreja Urlepa była tylko tłem dla zgorzeleckich koszykarzy. Jeszcze do ósmej minuty wrocławianie toczyli w miarę wyrównaną walkę. Później na boisku dominował już zespół ze Zgorzelca. Wrocławianie grali długie akcje, przerzucali piłkę, tak jakby szukali na siłę czystych pozycji. Jednak obrona Turowa była tak szczelna, że gospodarze praktycznie nie zostawiali miejsca wrocławianom. Do przerwy oddali o 12 rzutów mniej od gospodarzy. Słabo grał lider ASCO Śląska Dean Oliver. Mimo niezłego początku (dwie świetne asysty do Olivera Stevicia) potem przygasł, ale też był świetnie szczelnie pilnowany na zmianę przez Vjeko Petrovicia i Krzysztofa Roszyka.
Jego zmiennik Brandun Hughes, który miał wspomagać Olivera w zdobywaniu punktów, oddał w pierwszej połowie zaledwie jeden rzut. Dominik Tomczyk dobrze zagrał tylko 10 minut. Reszta zawodników zawiodła kompletnie.
Gdyby ta rywalizacja toczona była systemem mecz i rewanż, w Zgorzelcu mrożono by już szampany. Półfinał play-off toczy się do czterech zwycięstw i dlatego kolejne mecze zapowiadają się - mimo wszystko - pasjonująco. - Cieszymy się ze zwycięstwa, ale nie świętujemy, bo przed nami jeszcze dużo pracy - mówił na pomeczowej konferencji trener BOT Turowa Saso Filipovski.
Andrej Urlep był wyjątkowo przygaszony. Po meczu co prawda pogratulował Filipovskiemu, ale nawet nie spojrzał mu w oczy.
- Turów wygrał zasłużenie. Świetnie trafiali za trzy i my nie mieliśmy nic do powiedzenia - mówił Urlep.
Kolejny mecz już w poniedziałek w Zgorzelcu. Początek o godz. 18. Mecze numer trzy i cztery (we Wrocławiu) zostaną rozegrane w piątek i niedzielę.
BOT Turów Zgorzelec - ASCO Śląsk Wrocław 74:51. Kwarty: 17:11, 19:15, 23:7, 15:18.
BOT Turów: Kelati 19 (4), Rodriguez 8 (2), Petrovic 7 (1), Drobnjak 5 (1), Witka 3 (1) oraz Roszyk 13 (2), Williams 7, Ljubotina 5 (1), Koszarek 4, Stimac 3 (1), Pluta 0, Sherill 0.
ASCO Śląsk: Oliver 10, Hyży 6, Stević 6, Stefański 2, Fon 1 oraz Tomczyk 12, Hamilton 5, Chanas 3, Odouk 3, Mielczarek 3, Hughes 0, Diduszko 0.
Stan rywalizacji: 1:0 dla BOT Turowa.
Dariusz Kopeć, Szczepan Radzki
(źródło: http://www.gazeta.pl)
|
|
| |
|
|
|