| ARCHIWUM PRASOWE |
| Lechia Gdańsk - Śląsk Wrocław 0:0. |
II liga piłkarska. Śląsk bezbramkowo zremisował w Gdańsku z Lechią. To czwarty mecz wrocławian bez porażki i bez straconej bramki, Lechia nie potrafiła wygrać piątego z kolei pojedynku.
Dla gdańszczan gorszy od wyniku był jednak fatalny styl gry, a właściwie jego brak. - Jestem załamany swoją postawą w tym spotkaniu - wyznał po meczu pomocnik biało-zielonych Sławomir Wojciechowski.
Mówił tylko o sobie, ale równie dobrze kwestię tę mógł wypowiedzieć każdy z piłkarzy Lechii. Na tle beznadziejnie dysponowanego Śląska, który oddał zaledwie jeden celny strzał na bramkę, zresztą kompletnie niegroźny, gospodarze zaprezentowali się słabiutko. Długimi minutami męczyli kibiców schematyczną i nieporadną grą. Tak krytyczny wobec siebie Wojciechowski był i tak najlepszym zawodnikiem na boisku, choć w końcówce meczu wyraźnie brakowało mu sił. Właściwie tylko po jego zagraniach Lechia stwarzała jakiekolwiek zagrożenie pod bramką gości.
- Tym gorzej świadczy to o naszej postawie. Ja naprawdę nie zagrałem dziś niczego wielkiego - podkreślał "Wojciech", tym razem ustawiony nietypowo na lewej pomocy. Już w 3. minucie, po jego dośrodkowaniu z rzutu wolnego, niecelnie z 5 metrów główkował Sebastian Fechner. Kolejne zagrożenie pod bramką rywali Lechia stworzyła dopiero pół godziny później, również po stałym fragmencie gry. Wojciechowski miękko wrzucił piłkę na pole karne, Piotr Cetnarowicz zgrał ją na dziesiąty metr, a nieatakowany przez obrońców Śląska Maciej Rogalski strzelił lewą nogą tuż obok bramki.
- Takie sytuacje po prostu trzeba wykorzystywać - narzekał po meczu trener Lechii Tomasz Borkowski.
W drugiej połowie długimi minutami na boisku nie działo się nic, a senną atmosferę meczu ożywiały tylko komunikaty spikera o kolejnych bramkach rezerw Lechii w rozgrywanym równolegle spotkaniu V ligi ze Sportingiem Leźno. Dopiero w samej końcówce kilka razy zakotłowało się na polu karnym Śląska, jednak ani strzały głową Cetnarowicza, ani uderzenie Pawła Buzały z 14 metrów nie znalazły drogi do bramki.
W 89. minucie Śląsk mógł stracić bramkę, ale na szczęście uderzenie Wojciechowski z ostrego kąta było niecelne.
- Po meczu w szatni panowała kompletna cisza. Chłopaki są załamani, ja zresztą też. Potrzebujemy zwycięstwa, żeby przełamać tę fatalną passę, wtedy powinniśmy się odblokować - wyjaśniał trener Borkowski.
Jego zespół w pięciu ostatnich meczach zdobył zaledwie dwa punkty, a gola piłkarze Lechii nie strzelili już od 473 minut (nie licząc samobójczej bramki obrońcy Polonii Warszawa Ivana Udarevicia). Z kolei Śląsk może być zadowolony głównie z tego, że nie przegrał czwartego z rzędu spotkania - w tym drugiego na wyjeździe. Poza tym bramkarz wrocławian Radosław Janukiewicz nie dał się pokonać w czwartym kolejnym meczu.
Lechia Gdańsk - Śląsk Wrocław 0:0
Lechia: Bąk - Fechner, Brede Ż, Trzebiński, Łożyński Ż - Rogalski (78. Buzała), Szulik Ż (60. Kalkowski), Manuszewski, Szałęga (70. Pietrowski), Wojciechowski - Cetnarowicz.
Śląsk: Janukiewicz - Cap, Pokorny Ż, Wójcik Ż, Lasocki - Szewczuk, Sztylka, Dudek (90. Rudolf), Ulatowski, Pajączkowski (90. Wan) - Imeh (78. Morales).
Sędzia: Mariusz Trofimiec (Kielce)
Widzów: 8000
Dla Gazety
Jan Żurek
trener Śląska Wrocław
- Na porannym spacerze po plaży spotkaliśmy naszych kibiców [bardzo zaprzyjaźnionych z fanami Lechii - red.], którzy poprosili nas, aby mecz zakończył się remisem. Wygląda na to, że spełniliśmy ich życzenie, choć oczywiście wolelibyśmy wygrać. Jednak z przebiegu meczu jestem zadowolony z wyniku, jaki tu osiągnęliśmy.
Tomasz Osowski
(źródło: http://www.gazeta.pl)
|
|
| |
|
|
|