| ARCHIWUM PRASOWE |
| Pasaż Grunwaldzki: kompromitacja na otwarcie. |
Zapowiadane od tygodni wielkie otwarcie skończyło się wielkim skandalem. Pasaż Grunwaldzki, największa galeria handlowa we Wrocławiu, został wczoraj zamknięty po niecałych trzech godzinach. Właściciele otworzyli centrum, mimo że nie mieli odpowiednich zezwoleń.
- Ten obiekt w ogóle nie powinien być używany. Przecież jeszcze we wtorek trwały prace m.in. przy instalacji elektrycznej, windach, schodach, brakowało nawet części barierek, czyli elementów ważnych dla bezpieczeństwa ludzi. Już wtedy poinformowaliśmy inwestora, że nie dostanie zezwolenia na użytkowanie - mówił Marek Adamowicz, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego we Wrocławiu.
Dlaczego zatem inwestor Pasażu Grunwaldzkiego zdecydował się na to, by wczoraj rano otworzyć drzwi galerii? Wiceprezes zarządu Echo Investment Piotr Gromniak tłumaczył: - Zawiedli budowlańcy. Uważaliśmy, że lepiej będzie otworzyć Pasaż w taki stanie, niż tego nie zrobić. Być może był to błąd.
Firma Echo Investment przyznała, że centrum do dnia otwarcia nie zakończyło procedury uzyskiwania pozwolenia na użytkowanie obiektu. Powodem były niezakończone prace wykończeniowe i braki formalne w dokumentacji.
Wczoraj rano do pierwszego otwartego sklepu w centrum udało się wejść około czterem tysiącom osób. Ale obsługa szybko ich wyprosiła. Przed galerią stali kolejni zdezorientowani klienci. Sytuację początkowo tłumaczono awarią techniczną. Dopiero po południu Wojciech Piechut, dyrektor Pasażu Grunwaldzkiego, oświadczył: - Biorąc pod uwagę zalecenia organów nadzoru budowlanego, podjęliśmy decyzję o przesunięciu terminu otwarcia centrum handlowego.
Spółka do strat finansowych będzie musiała być może doliczyć karę nadzoru budowlanego, który wszczął przeciw inwestorowi postępowanie. Marek Adamowicz szacuje, że może ona wynieść 100 tys. zł. Do piątku inwestor ma poinformować, kiedy nastąpi ponowne otwarcie. Być może zaraz po świętach, ale najbardziej prawdopodobna data to koniec przyszłego tygodnia.
Tłumy i chaos na Grunwaldzkim
Ponad pół tysiąca osób czekało w środę rano na otwarcie galerii handlowej Pasaż Grunwaldzki. W tym czasie gehennę przeżywali kierowcy, tkwiący w gigantycznych korkach
Tłumy i chaos na Grunwaldzkim
Ponad pół tysiąca osób czekało wczoraj rano na otwarcie galerii handlowej Pasaż Grunwaldzki. W tym czasie gehennę przeżywali kierowcy, tkwiący w gigantycznych korkach
Choć pierwszy sklep ze sprzętem rtv otworzono o godzinie 7, najbardziej wytrwali koczowali przed centrum już od wtorkowego wieczoru. Pierwszych klientów skusiły promocyjne ceny m.in. telewizorów. Czekali na nich także ochroniarze, policja i karetka pogotowia - wszystko na wypadek szturmu na sklep. Zakupy w dniu wielkiego otwarcia galerii udało się zrobić tylko tym, którzy stali w kolejce w nocy lub przyszli wcześnie rano. Około godziny 9.30 obsługa w pośpiechu zaczęła wypraszać klientów. Pracownicy galerii, którzy jeszcze nie dotarli do pracy, byli telefonicznie informowani przez swoich przełożonych, aby zrobili sobie wolne. O godzinie 10 Pasaż Grunwaldzki był już zamknięty. Gromadzących się przed galerią kolejnych zdezorientowanych klientów odprawiano z kwitkiem.
Otwarcie Pasażu zbiegło się ze zmianami komunikacyjnymi na pl. Grunwaldzkim. Wczoraj rano kierowcy mogli już pojechać wyremontowanym rondem Reagana.
Otwarcie galerii o godz. 7 rano, kiedy większość ludzi wyrusza do pracy, sparaliżowało wczoraj ruch na rondzie i całej części miasta. Zwykle w godzinach szczytu jeździ tędy mnóstwo samochodów. Wczoraj jednak ich liczba powiększyła się jeszcze o auta klientów spieszących na otwarcie sklepu, a parking w budynku galerii otworzono dopiero o godz. 9. - Takie były wcześniejsze założenia - tłumaczy Wojciech Piechut, dyrektor Pasażu Grunwaldzkiego.
- To skandal. Pasaż nie może funkcjonować bez parkingu. Gdzie ci ludzie mają zostawić auta? Boczne uliczki nie pomieszczą tylu samochodów - denerwowali się strażnicy miejscy.
Kierowcy klęli, bo wszyscy utknęli w gigantycznym korku. Z Biskupina do ronda jechało się nawet dwie godziny. Stanęli także ci, którzy próbowali wyjechać z Wrocławia w kierunku Warszawy.
Michał Gołębiewicz, Zarząd Dróg i Komunikacji: - Bardzo wiele osób chciało dojechać do sklepu, stąd te korki. Poza tym każda zmiana w organizacji ruchu powoduje zamieszanie. Musi minąć kilka dni, by kierowcy się do niej przyzwyczaili.
Ale sytuację dodatkowo utrudniały ciężarówki, które wciąż jeżdżą przez Rondo Reagana. Na wyspie pośrodku ronda wciąż prowadzone są prace. - To miejsce nie było po prostu gotowe do otwarcia - mówili policjanci, którzy usiłowali kierować ruchem na rondzie.
Izabela Strączek, Magda Nogaj
(źródło: http://www.gazeta.pl)
|
|
| |
|
|
|