| Sport i kultura w jednym stoją domu. |
Koszykarze i kibice klubu ASCO Śląsk przyszli wczoraj do Arsenału, żeby obejrzeć wystawę archeologiczną "Rzymianie i barbarzyńcy". To efekt nowego mariażu wrocławskiej kultury ze sportem.
Pierwszy krok zrobiło Muzeum Miejskie Wrocławia. Jego dyrektor, dr Maciej Łagiewski, wymyślił, że zacznie reklamować muzealne wystawy podczas meczów koszykarskich w hali Orbita. - To tylko pozorna ekstrawagancja. Sport i kultura wywodzą się przecież z jednego pnia. Pomyślałem, że kibice imprez portowych mogą też być kibicami widowisk muzealnych - mówi Łagiewski, były lekkoatleta, wicemistrz Polski w sprincie.
Związek wrocławskiej kultury ze sportem ma na razie dwa tygodnie stażu - zaczął się na meczu ASCO Śląska ze Stalą Ostrów Wielkopolski w hali Orbita. Kibice na trybunach i przed telewizorami podziwiali nie tylko efektowne ataki naszych zawodników na kosz rywali, ale mogli też obejrzeć szturm barbarzyńców na średniowieczny gród. Wprawdzie tylko na zdjęciach, na ruchomym banerze, ale z zachętą do obejrzenia wystawy archeologicznej w Arsenale przy ul. Cieszyńskiego.
Prezes klubu ASCO Śląsk Waldemar Siemiński: - Myślę, że ten rodzaj promocji ma duże szanse na sukces. Koszykówka to specyficzny sport. Inteligentny. Na mecze przychodzą całe rodziny. Możemy mieć z muzeum takich samych widzów.
Maciej Łagiewski twierdzi, że reklama na meczu okazała się skuteczna i muzeum ma więcej zwiedzających. Wśród nich znaleźli się także koszykarze i kibice ASCO Śląsk, których wczoraj oprowadził po wystawie dr Maciej Trzciński.
W muzeum zjawiła się większość wrocławskich zawodników z podstawowego składu. Zabrakło Branislava Jancikina, Ime Oduoka, Dominika Tomczyka oraz Olivera Stevicia, którzy z trenerem Andrejem Urlepem odwiedzali w tym czasie jedno z wrocławskich przedszkoli.
Wystawą w muzeum najbardziej zainteresowani byli koszykarze amerykańscy. - Czemu się dziwić, skoro w USA najstarszy budynek ma 250 lat - żartował kierownik drużyny Łukasz Orzeł.
Najwięcej emocji wzbudziła kolekcja hełmów wojskowych. - Wszystkie są prawdziwe? - dopytywał się amerykański rozgrywający Brandun Hughes, który przez cały pobyt w muzeum opiekował się jednym z kibiców na wózku inwalidzkim. Dean Oliver zachwycił się hełmami radzieckimi. Żartował: - Cool! Kosmiczne. Na księżyc można w nich lecieć.
Archeolog Maciej Trzciński wyznał, że po raz pierwszy miał do czynienia z takimi zwiedzającymi: - Trochę było śmiesznie. Kiedy mówiłem im o Cesarstwie Rzymskim, to miałem wrażenie, że nie wszyscy wiedzą, o co chodzi. Dopiero gdy wspomniałem film "Gladiator" z Russelem Crowe, załapali, o co chodzi.
- O historii starożytnej dużo się uczyłem w szkole, dlatego wiele z tych opowiadań było mi znanych - mówił z kolei Oliver.
Waldemar Siemiński: - Koszykarze obcokrajowcy znają we Wrocławiu głównie restauracje i kluby. A to nie są przecież główne atrakcje miasta.
Maciej Łagiewski też tak uważa i dlatego chce jeszcze bardziej reklamować muzeum. Planuje ekspansję na teren lotniska.
- Podróżny, który czeka na odbiór bagażu, ogląda głównie reklamy opon samochodowych czy piwa. Nie widziałem ani jednego zaproszenia na spektakl teatralny czy koncert - mówi dyrektor Muzeum Miejskiego. - A przecież atrakcją Wrocławia nie są felgi.
Beata Maciejewska
(źródło: http://www.gazeta.pl)
|
|
| |